Zdrowaś Maryjo, łaski pełna… ile razy w życiu wydawało nam się, że już nie da się nic zrobić…? Wszystko na nic, nasze starania, chęci, zaangażowanie…
No cóż, sami niewiele możemy. W obliczu rosnących problemów trudno jest nam zobaczyć światełko w tunelu, dostrzec jasne strony życia. A tymczasem życie to przecież swoista mozaika. Składa się z przyjemnych i trudnych chwil.
Jeśli nawet te przyjemne są małe, malutkie to warto je dostrzec, pielęgnować (często do nich wracać w myślach) i dziękować za nie Bogu.
A co z trudnymi?
Trudne warto od razu powierzyć Jezusowi. Niech Bóg wkroczy do akcji! On z największego zła i bólu potrafi wyprowadzić najwspanialsze i najcudowniejsze dobro. On przywraca nadzieję, że warto żyć, kochać, powstać i iść dalej.
Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem.
Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie.
Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki.
Wierzysz w to?
(J 11,25-26)